Szła powoli chodnikiem przyglądając się jak wiatr rozwiewa przed nią rude liście. Wiał jej w plecy, głaskał włosy, omiatał policzki. Mimo, że był dość ostry i przenikliwy było jej ciepło. Szła powoli. Latem chodziła tędy prawie codziennie. Dobrze znała tę drogę. Znała każde drzewo, każdy dom, każdego psa. Lubiła to miejsce szczególnie wiosną. Przed jeziorem w lesie kwitły zawsze zawilce. Kiedyś ubrały się w białe lniane sukienki wzięły instrumenty i poszły tam wczesnym rankiem robić zdjęcia. Było zimno jak cholera, ale jeszcze zdążyły tam dotrzeć przed zniknięciem mgły. Zabawa była świetna. Zdjęcia wyszły świetne, przynajmniej tak im się wtedy wydawało. Dziewczyny siedzące w białych sukienkach, boso w zawilcach i grające na flecie i skrzypcach. Sukienek po tym wyjściu nie dało się już doprać, ale to przecież nie było ważne. Ciekawe gdzie podziały się te wszystkie zdjęcia. Tyle takich akcji tu było. Całe życie spędziła w tym miejscu. Tu byli ludzie, których kochała. Idąc myślała o nich wszystkich i ile dobrych chwil z nimi przeżyła. Była już nad jeziorem. Szła powoli wzdłuż jego brzegu aż doszła do pomostu. Położyła się na nim i patrzyła w niebo. Było błękitne i prawie bezchmurne. Zawsze chciał mieć tęczówki takiego koloru. Teraz niebo odbijało się w jej oczach. Szkoda, że nie mogła tego zobaczyć z boku. W ogóle szkoda, że nie można zajrzeć sobie w oczy. Mówią, że oczy są zwierciadłem duszy. Może udałoby się w końcu siebie zrozumieć, siebie poznać, siebie przed sobą wytłumaczyć, siebie zwiedzić... Uśmiechnęła się do tej myśli i zaczęła mówić na głos: w zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnej polanie, gdzie się las upodobnia łące niespodzianie, leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki. przewędrował świat cały z obłoków w obłoki, aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie. Usiadła. Zdjęła buty i weszła do zimnej wody. O tej porze roku słońce nie jest już w stanie jej ogrzać. Wchodziła coraz głębiej a wiatr wiał teraz z boku. Rozwiewał jej kręcone włosy, targał je na wszystkie strony, szarpał i uderzał o usta i oczy. Głaskał ją po ramionach i piersiach. Podwiewał jej spódnicę i muskał nagie, opalone uda. Tulił ją. A ona nie przestawała mówić: wówczas demon zieleni wszechleśnym powiewem ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem, i wabił nieustannych rozkwitów pospiechem, i nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmiechem, i czarował zniszczotą wonnych niedowcieleń, i kusił coraz głębiej - w tę zieleń, w tę zieleń! Spódnica już nasiąkła całkiem. Nie przestawała iść. Jak była mała babcia czytała jej bajki o wodnikch, którzy porywają dziewczynki nad jeziorem. Pamięta dokładnie tę książkę. Była taka stara, pachnąca strychem, w twardej, poniszczonej oprawie, z pożółkłymi kartkami. Zawsze chciała poznać takiego Wodnika. Na obrazku w babcinej księdze był taki ładny. Dobrze zbudowany, przystojny młody mężczyzna o szerokich ramionach. Był piękny więc nie mógł być zły, mimo, że porywał małe dziewczynki. Ciekawiło ją zawsze czy w ich jeziorze też żyje taki Wodnik. Wchodziła coraz głębiej... Od kiedy pamięta przychodziła tu pływać. Najpierw przyprowadzał ją ojciec, jak odszedł przychodziła już sama. Pływała świetnie i sprawiało jej to ogromną radość. Ale dziś woda była okropnie zimna. Czuła jak obejmuje jej brzuch. Jakby przytulała się do kogoś lub czegoś bardzo zimnego. Mięśnie miała spięte, a na całym ciele gęsią skórkę. Szła coraz dalej. Długa spódnica krepowała jej ruchy w wodzie. Zaczęła płynąć. Po chwili zanurzyła się cała. W pierwszym momencie zrobiło jej się okropnie zimno, ale po chwili się przyzwyczaiła. Tylko jak wynurzała się na powierzchnię by nabrać powietrza wiatr stał się dla niej nieprzyjemny, uderzał ją swoim zimnym oddechem. Może był zazdrosny i nie chciał jej oddać. Może się bał, ze gdzieś pod powierzchnią wody spotka Wodnika? Nabrała dużo powietrza i zaczęła płynąć głęboko przy samym dnie. Woda była czysta. Widziała wodorosty i piasek lekko pofalowany na dnie. Powoli wypuszczała powietrze z płuc, wtedy łatwiej płynąć nisko przy dnie. a on biegł wybrzeżami coraz innych światów, odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów Czuła, ze zaraz zabraknie jej tlenu, więc mocno odbiła się od dna i wypłynęła na powierzchnie. Była już daleko od pomostu. Łapała łapczywie powietrze. Kilka porządnych oddechów i znowu ucieczka pod wodę. Teraz wiatr wył już całkiem głośno. Gwizdał w rurki pomostu, szarpał drzewami w tym lasku gdzie zawsze chodziły na zawilce. Ale ona już tego nie słyszała. Płynęła między wodnymi roślinkami. Dotykała kamyków leżących na dnie. Wszystko miało kolor zielony. Kolor nadziei. Cały czas miała przed oczami ten moment jak biegały po lesie w białych sukienkach. Jak przytulały się do drzew, do ich chropowatej kory. Zaczynało jej brakować powietrza. Ale płynęła dalej. I grały w lesie. Pamięta jak echo niosło muzykę między drzewami. Co one wtedy grały...? Jakąś wesołą piosenkę. Nawet nieźle im to razem szło. Albo tylko tak im się wydawało. Małym dziewczynkom zwykle dużo rzeczy się tylko wydaje... Czuła , ze już nie wytrzyma. Tak już jakoś dziwnie zostaliśmy zaprogramowani, ze z własnej woli nie potrafimy się udusić. Taki śmieszny mechanizm naszej natury. Przychodzi moment, ze nie możemy się powstrzymać od nabrania powietrza. Teraz był ten moment. Musiała go nabrać. Ale była teraz zbyt głęboko. Nie słyszała jak głośno huczał teraz wiatr nad powierzchnią wody. Ktoś wołał ją po imieniu. Może Wodnik? Woda wypełniała ją, byłą wszędzie, obejmowała jej ciało od zewnątrz, wnikała do wewnątrz. Taka komunia. Całkowite zjednoczenie. Tańczyła teraz w białej sukience w silnych męskich ramionach. Czuła się tak dobrze. Tak szybko wirowała lekko unosząc się ponad zawilcami. I słyszała skrzypce i flet... i bębny... Bębny... Bębny... na początku bardzo szybko i głośno...Z czasem coraz ciszej... dźwięk jakby odpływał... już samo echo... Echo...
aż zabrnął w takich jagód rozdzwonione dzbany, w taką zamrocz paproci, w takich cisz kurhany, w taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask głuchy, w takich szumów ostatnie kędyś zawieruchy, że...
- Listening to: The Doors
- Reading: Biale na czarnym
--
listening soul
Thank you for the favourite.
--
I love you.
--
=========================================
"These are hard times for dreamers"
-- Amelie (2001)
--
my stock account
My Daily Deviation!
--
Visit again = D... [link]
--
The story never stops beginning...
Previous Page12345...Next Page